Czy trading to gra o sumie zerowej?

Często spotykamy się z opinią, że trading to gra o sumie zerowej – że nasz zysk jest czyjąś stratą, a nasza strata czyimś zyskiem. To uproszczenie brzmi logicznie, ale czy rzeczywiście oddaje naturę rynku? Moim zdaniem – szczególnie w kontekście tradingu opcjami – sprawa wygląda inaczej.

Kiedy trading jest grą o sumie zerowej?

Na początek warto przyjrzeć się sytuacjom, w których faktycznie mamy do czynienia z grą o sumie zerowej, a nawet gorzej – z grą o sumie ujemnej.

Wyobraźmy sobie klienta popularnego brokera CFD. Kupuje on kontrakt CFD na bitcoina, co de facto jest zakładem zawieranym z brokerem pełniącym rolę market makera. Jeżeli kurs bitcoina pójdzie w górę – trader wygrywa. Jeśli kurs spadnie – wygrywa broker.

Z punktu widzenia samej transakcji mamy do czynienia z grą o sumie zerowej. W praktyce jednak jest to gra o sumie ujemnej, ponieważ dochodzi spread bid–ask i opłaty transakcyjne. Broker zarabia nie tylko wtedy, gdy kurs idzie w przeciwną stronę dla tradera, ale także na kosztach dodatkowych. Statystycznie rzecz biorąc, taki trader jest z góry na przegranej pozycji.

W przypadku brokerów typu market maker zachodzi więc konflikt interesów – strata klienta to zysk brokera. Co więcej, broker ma interes w tym, aby trader wykonywał jak najwięcej transakcji. Zachęca go do tego marketingiem i technikami „gamifikacji tradingu”. W tym sensie mamy faktycznie grę o sumie ujemnej, ale mówimy tutaj nie o rynku kapitałowym, lecz o grze z brokerem.

Trading i ubezpieczenia – analogia

Spójrzmy na przykład z innej dziedziny. Wyobraźmy sobie człowieka, który całe życie pracował na wymarzony dom. Za oszczędności i kredyt zbudował piękny budynek z ogrodem. Pewnego dnia w nieruchomość uderza piorun i dom spłonie. Zostaje mu kredyt i brak dachu nad głową.

Scenariusz taki jest bardzo mało prawdopodobny, ale możliwy. Właśnie na takie sytuacje istnieje ubezpieczenie. Płacimy składkę – ułamek wartości domu – i w razie katastrofy ubezpieczyciel pokrywa straty. Umowa zawierana jest na określony czas (miesiąc, rok) i może być odnawiana.

Na giełdzie działa podobny mechanizm. Załóżmy, że mamy portfel akcji, na którym notujemy spory zysk, ale obawiamy się spadków – np. z powodów politycznych. Możemy wtedy kupić opcję put na indeks S&P 500. Taka opcja działa jak ubezpieczenie – jeśli rynek spadnie, chronimy część zysków. Jeśli rynek pozostanie stabilny, opcja wygasa. Za ochronę płacimy premię, która staje się zyskiem wystawcy opcji.

I czy w takiej sytuacji możemy mówić o grze o sumie zerowej? Wcale nie. Kupujący opcję nie „stracił”, jeśli rynek nie spadł – tak samo jak nikt nie żałuje, że wykupił ubezpieczenie domu, który ostatecznie się nie spalił. Kupujący zyskał spokój i zabezpieczenie, a wystawca otrzymał wynagrodzenie za przejęcie ryzyka. To sytuacja win–win.

Różne potrzeby, różne ceny

Podobnie działa to w codziennym życiu. Osoba pierwsza kupuje bilet lotniczy za 150 euro z czteromiesięcznym wyprzedzeniem. Druga kupuje ten sam bilet tydzień przed wylotem za 300 euro. Czy ktoś tutaj kogoś „ograł”? Nie – po prostu oboje mieli inne potrzeby.

Pierwsza osoba mogła planować z wyprzedzeniem i dzięki temu zapłaciła mniej. Druga wolała zachować elastyczność – i zapłaciła więcej. Obie decyzje były logiczne w swoim kontekście.

Na giełdzie działa to podobnie. Trader patrzący na wykres pięciominutowy może rano kupić akcje i sprzedać je kilka godzin później z zyskiem. Czy jego zysk to czyjaś strata? Z jego perspektywy może tak – kupującym może być ktoś zamykający krótką pozycję albo liczący na dalsze wzrosty.

Ale spójrzmy na ten sam wykres w ujęciu dziennym. Widać, że kurs akcji znajduje się w dnie. Inwestor długoterminowy widzi okazję zakupową i dokupuje akcje – kilka dolarów różnicy nie ma dla niego znaczenia. Jeden działa krótkoterminowo, drugi długoterminowo. Obaj racjonalnie – w ramach własnych strategii.

Motywacja i czas – przykład straddle

Połączmy teraz dwa elementy – motywację i horyzont czasowy.

Załóżmy, że posiadasz 400 akcji Amazona i wierzysz, że w perspektywie kilku lat spółka mocno zyska na rozwoju sztucznej inteligencji. Jednocześnie uważasz, że w najbliższym miesiącu cena akcji raczej nie ruszy się znacząco.

Możesz wówczas wystawić opcję call i opcję put na ten sam instrument – tworzysz tzw. straddle. Pobierasz premię. Jeśli kurs pozostanie bez większych zmian – zatrzymujesz premię. Sprzedając np. dwie jednostki straddle, godzisz się także, że w razie spadku dokupisz 200 akcji taniej, a w razie wzrostu część pozycji zamkniesz z zyskiem powiększonym o premię.

Dla kupujących opcje sytuacja też jest logiczna. Nabywca putów zabezpiecza się na wypadek spadków, a nabywca calli może partycypować we wzrostach przy mniejszym kapitale, bez konieczności kupowania akcji.

Trading to nie zawsze gra o sumie zerowej

Oczywiście, w arkuszu zleceń nie widać, kto kupuje opcje w ramach zabezpieczenia, a kto w ramach spekulacji. Ale sprowadzanie giełdy wyłącznie do gry o sumie zerowej jest dużym uproszczeniem.

Za każdą transakcją kryją się motywacje uczestników. To, co dla jednego jest stratą, dla drugiego może być kosztem ubezpieczenia, elastycznością albo inwestycją w spokój. Trading to nie tylko transfer pieniędzy między portfelami, ale przede wszystkim przenoszenie wartości – a ta wartość może być inna dla każdej ze stron.

Wejdź do Społeczności TO

Zyskaj dostęp do praktycznej wiedzy, przykładów strategii i narzędzi, które pomogą Ci lepiej zrozumieć rynek opcji.

Nie spamujemy! Zobacz politykę prywatności po więcej informacji.

Możesz również polubić…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *